życie w zielonej skorupie..

A może by tak zrobić wymianę? Może chcecie dać mi coś w zamian? Trochę smutków, kamyków słów, bibułek wspomnień, kilkanaście uśmiechów na tydzień? Zapraszam...zielonykasztanek@gmail.com
Archiwum
Lipiec 2007
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Listopad 2007
Grudzień 2007
Styczeń 2008
Luty 2008
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Maj 2008
Czerwiec 2008
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Styczeń 2009
Luty 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Czerwiec 2009
Lipiec 2009
Sierpień 2009
Wrzesień 2009
Styczeń 2010
Kwiecień 2010
Maj 2010
Czerwiec 2010
Lipiec 2010
Sierpień 2010
Wrzesień 2010
Październik 2010
Listopad 2010
Grudzień 2010
Styczeń 2011
Luty 2011
Marzec 2011
Maj 2011
Czerwiec 2011
Lipiec 2011
Sierpień 2011
Wrzesień 2011
Październik 2011
Listopad 2011
Grudzień 2011
Styczeń 2012
Luty 2012
O autorze
  • katesandra
Ostatnie wpisy
  • Szymborska [*]
  • Nicest thing...
  • "Zielono mi, bo ty właśnie ...
  • tam za mgłą
  • Sentymentalnie
  • Rusztowanie w głowie. Stawiam.
  • Asinus asinorum in saecula ...
  • Kobieta rozczłonkowana czyli ...
  • ..uwolnij mnie od rysów tych ...
  • Kasztanowo :)))))
Zakładki:
Z nimi gotuję
Anna
Studencka
Życie ze smakiem
Zaglądam
Mama księżniczki
Szept
Tagi
  • bliny
  • Chcę
  • dialogi
  • dzieci
  • kobieta
  • Koop
  • lęk
  • łach jeden
  • marzenia
  • marzenie
  • muzyka
  • niebo
  • niedziela
  • pierwsza miłość
  • poranek
  • praca
  • przyjaźń
  • przyjemność
  • rozstanie
  • samotność
  • sen
  • sobota
  • śniadanie
  • Tusia
  • uczciwość
  • Walentynki
  • weekend
  • wieczność
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 2
zamów newsletter
Kategorie: Wszystkie | BROKEN,Wymarzone | Z pamiętnika..
RSS
czwartek, 02 lutego 2012
Szymborska [*]



"Umrzeć - tego nie robi się kotu. 
Bo co ma począć kot 
w pustym mieszkaniu. 
Wdrapywać się na ściany. 
Ocierać między meblami. 
Nic niby tu nie zmienione, 
a jednak pozamieniane. 
Niby nie przesunięte, 
a jednak porozsuwane. 
I wieczorami lampa już nie świeci. 

Słychać kroki na schodach, 
ale to nie te. 
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, 
także nie ta, co kładła. 

Coś się tu nie zaczyna 
w swojej zwykłej porze. 
Coś się tu nie odbywa 
jak powinno. 
Ktoś tutaj był i był, 
a potem nagle zniknął 
i uporczywie go nie ma. 

Do wszystkich szaf się zajrzało. 
Przez półki przebiegło. 
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. 
Nawet złamało zakaz 
i rozrzuciło papiery. 
Co więcej jest do zrobienia. 
Spać i czekać. 

Niech no on tylko wróci, 
niech no się pokaże. 
Już on się dowie, 
ze tak z kotem nie można. 
Będzie się szło w jego stronę 
jakby się wcale nie chciało, 
pomalutku, 
na bardzo obrażonych łapach. 

I żadnych skoków pisków na początek."

19:44, katesandra
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 stycznia 2012
Nicest thing...

Właśnie tak.. Może się w końcu uda. Do końca. Rozpływam się przy Nim. Kompletnie nowa jakość relacji, uczuć, rozmów, bycia.. Wpadłam po uszy. Z pełnym spokojem, bo co złego może się nam przydarzyć? Mimo iż znam go całe swoje życie jest dla mnie kompletnie nowym człowiekiem. I kocha mnie! Kocha, kocha, kocha…

 

 

Kocham.

16:32, katesandra
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2012
"Zielono mi, bo ty właśnie ty, w noc i we dnie mi się śnisz i jesteś moją ciszą w czasie złym."

Dwanaście godzin pracy ciągiem. Właśnie skończyłam i w gruncie rzeczy powinnam być zniechęcona do komputera. Ale tu teraz tak fajnie. Nosowska skrzeczy, miałczy i mruczy. Papieros dogasa (Tusi nie ma). Ciemno i ciepło.
Ostatnio pisałam o rozsądku a okazało się, że on potrafi się zagubić gdzieś. Przysiada w kącie, udaje, że go nie ma. I wtedy można spostrzec, że on nie zawsze potrzebny. Że życie ma dla nas scenariusz o którym nam się nie śni. Że przewidywania, że oczekiwania, że pewności różne.. A figa!
W noc sylwestrową miałam spać smacznie. Bo tak. Bo mi się nie chciało i po co i na co i bez sensu (sic!). A było tak:
Wsadziłam się w piękną czarną sukienkę, wykończoną subtelną koronką, wsunęłam w kok wsuwki, umalowałam się. Najpierw zrobiliśmy kolację (łosoś pieczony, brokuły z prażoną dynią, chrupiące bagietki). Ja gotowałam i doprawiałam, on zapalał świece i pilnował tego bym nie była spragniona. Najedzeni i zadowoleni przytuliliśmy się na kanapie. Kominek sobie strzelał, Pretty Woman sobie w tiwi leciało. Ja wzdychałam i popiskiwałam przepełniona treścią obrazów, on popatrywał na mnie i uśmiechał się pod nosem. Koło 23 wyszliśmy spacerem do znajomych i zanim się spostrzegliśmy wracaliśmy już ubawieni o 4:30 do domu. Było cudownie. Nowy rok do południa przegadaliśmy w łóżku, potem do wieczora siedzieliśmy u mojej mamy. I rozum nie ma tu nic do rzeczy. Nic się nie da zaplanować w życiu uczuciowym. I mimo iż słucham właśnie sentymentalnych piosenek to jestem szczęśliwa. Tak spokojnie szczęśliwa. I radosna. I sama nie wiem jeszcze co.
Co za wspaniały początek roku :) 

 

.."gada woda i sitowie, że my mamy się ku sobie"....

01:51, katesandra
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 grudnia 2011
tam za mgłą

Jeszcze jest za wcześnie bym się uspokajała. Nie dla mnie związek z rozsądku. Niech jeszcze coś poczuję. Niech mnie szarpie. Niech zapłonę. Niech się stanie...

[Kocham tę dziewuchę. To, co się dzieje od 4: 52 to jest koniec. Na drobne kawałki mnie rozpieprza. Oiecką uwielbiam za teksty ale dramaturgia którą stworzyła Nosowska mnie zniszczyła.]

22:48, katesandra
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 listopada 2011
Sentymentalnie

21:11, katesandra
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2011
Rusztowanie w głowie. Stawiam.

Wiatr wiejący mi w plecy przygiął je do ziemi. Ramiona mam takie ciężkie. Zmęczenie. Ale zupełnie nowe. Głowę mam lekką, uśmiecham się do swojego domu, rozdrażniona bywam, ale rzadziej. Tylko jeszcze głupota ludzka czasem mnie rozpala. Mam ochotę naprawić świat cały. Idiotka. Kto dziś tego potrzebuje?
Małymi kroczkami projektuję i wprowadzam zmiany w domu. Siedziałam cicho i nic tu nie pisałam, ponieważ rozszarpana na dwie części przez remont i konkurs nie miałam sił. W przypływie jakiejś absurdalnej, obłąkańczej i kompletnie bezsensownej myśli postanowiłam własnoręcznie doprowadzić kuchnię do stanu "jak-ja-kocham-to-miejsce". Sufit zerwałam, zaszpachlowałam gdzie było trzeba, gładzią zaciągnęłam, dotarłam, pomalowałam, tapetę w różowe różyczki zawiesiłam, stolik zawisł (tworząc kącik do kawy i szybkiego śniadania), blat się nowy pojawił i jest.. jest cudnie! W końcu powieszone zostały obrazy, które stały od dwóch lat kurząc się, i czekając na swoją kolej. Nowy stolik do salonu też się zmaterializował.
W połowie tego szału, pomiędzy docieraniem a malowaniem sufitu zaczęłam wątpić we wszystko. Tylko włosy mi się spodobały. Całe zasypane pyłem, sztywne i twarde optycznie zwiększyły swą objętość. Siedząc na schodkach przed domem, i paląc nie-wiem-już-którego fajka, z farbą pod paznokciami poczułam, że to jednak jest szczyt debilizmu. Po cholerę babie się za to brać? HA! I teraz już wiem po co! Ano po to, żeby dziecko wtupało w środek poodcinanych resztek tapety, zadarło opatrzoną w tabun długich kudłów (do pupy) głowę i zawyło z radością: "Mamusiu, jak pięęęknieee!"
Teraz pozostaje mi tylko parapetówę-kuchenną zrobić.
Wejściówki w postaci kwiatów doniczkowych składać należy na ręce Pani Domu.
A tak serio, to odczuwam silną potrzebę wychylenia z kimś butelczyny wytrawnego.

21:28, katesandra
Link Komentarze (1) »
Asinus asinorum in saecula saeculorum.

"Nigdy nie kłóć się z głupcem, ludzie mogą nie dostrzec różnicy"

20:34, katesandra
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 października 2011
Kobieta rozczłonkowana czyli nieprzeterminowana perwersja.

Szapocznikow mnie wzrusza niezmiennie. Pobudza wyobraźnię. I kolejny przykład tego jak docenia się wybitnego artystę. Długo po jego śmierci.

 

"Lampy - usta" abażury Aliny Szapocznikow,ok. 1966 r. Fot. Charles de Borggraef

10:40, katesandra
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 października 2011
..uwolnij mnie od rysów tych przeklętych..

a z gliny ulep mi kobiety prostej twarz...

12:55, katesandra
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 września 2011
Kasztanowo :)))))

13:38, katesandra
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2011
Skala szarości codziennej.

Dziś był ten poranek. Ten wymarzony, wyczekiwany, pierwszy. Wsiadłam rano na rower, okręciłam się różowym szalem, założyłam granatowy płaszcz i ruszyłam po razowca na śniadanie. Słońce nieśmiało wyciągało promienne ramiona do ziemi, chłód poranka różowił mi policzki gdy wtem ! poczułam zapach pierwszego dymu z komina. To z tego malutkiego domku, gdzie rosną spóźnione słoneczniki. Ruda przeleciała 3metry przed moim kołem. Wszechogarnia zapach liści. Mam ochotę położyć się na ziemi i wdychać ten zapach. Marzy mi się piękny, gruby brulion. (widziałam nową kolekcję moleskine, ehh..) Zaczynam nowe. Czuję w sobie siłę, pęd do zmian, na lepsze. Pragnienie nowej jakości życia. Wytłumiłam ciemną stronę, łapię wiatr w żagle. Zaczynam doceniać te elementy codzienności, na które spuściłam ostatnio zasłonę obojętności. Blask Tusiakowych włosów pod szczotką(dokładnie  takich samych jak moje), miękkość bluzki zakładanej na nagie ramiona, sprężystość skóry, smak herbaty, napięcie mięśni, zamyślone pojrzenie dziecka za oknem, zapachy, dźwięki, obrazy. Codzienność nigdy jeszcze nie miała dla mnie tylu odcieni.

10:36, katesandra
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2011
Proszę Państwa-jesień!

Spadają liście, wszędzie pełno żołędzi a ja szukam kasztanów. Drzewa chorują, troche jak ja ostatnio. Ale czuję, że nadchodzi lepszy czas. Jesień zbawczo na mnie wpływa. Dziś jadąc na rowerze przez alejki zasypane liśćmi poczułam, że jest mi dobrze. I znalazłam kasztan. Z kolcami. Był na pół rozłupany, toteż przy niewielkim wysiłku wyłuskałam idealnie gładki, chłodny, brązowy kształt. I jechałam z nim w dłoni, uśmiechając się do siebie. Zmarzłam i zapragnęłam ciepłej zupy. Moja kuchnia jedynie wie, jak dawno nie gotowałam zup. Jeśli tak jak ja, macie ochotę na gorącą, rozgrzewającą gęstą zupę-krem to dzielę się poniżej dzisiejszym pomysłem. Z tego co miałam pod ręką.

Wyciągamy rosołowe, wrzucamy do garnka i zalewamy wodą. Gotujemy. Gdy woda zrobi się gorąca wsypujemy sól. [KAŻDY powinien mieć rosołowe w domu. ZAWSZE :P A jeśli nie ma to zakupuje kawałki kurczaka, tłuste. Ja wybieram korpusiki na wywar.] Jak się mięsko zacznie rozpadać wyławiamy je i na to konto wrzucamy obranego, pozbawionego pestek i pokrojonego w kostkę kabaczka, pokrojoną w grubą kostkę cebulę, i dwa ząbki czosnku. Czekamy aż kabaczek porządnie zmięknie. Wyławiamy, wrzucamy do blendera, miksujemy z 150ml wywaru. Dorzucamy łyżkę masła (można pominąć) i kostkę serka topionego (tego co to ciężko go wyjąć z papierka). Przelewamy z powrotem do pozostałego w garnku wywaru (który radośnie bulgocze na małym ogniu). Następnie do blendera wrzucamy zawartość puszki z pomidorami. Miksujemy, dodajemy do garnka z kabaczkiem i spółką. Trzeba zagotować całość. Dodajemy pieprz, paprykę ostrą (ale nie chilli, zaufajcie mi), imbir (jeśli mamy por ręką świeży to ścieramy go odrobinę, tak z 2-3mm, jeśli mamy sproszkowany to wrzucamy solidną szczyptę ;) ),pół małej łyżeczki cukru, próbujemy i dodajemy co nam się podoba. Mi najlepiej takie zupy smakują w kubku z grzankami.

15:03, katesandra
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 września 2011
Przy śniadaniu.

Tuśka zjadła już ze smakiem swoją kaszkę. Zrobiłam sobie kanapkę. Z żółtym serem. Polałam ketchupem. Niam niam..
-Co masz?
-Kanapkę.
-A co ty tam na niej namalowałaś tym ketchupem?
-Nic. Tak pacnęłam.
-Acha. A wygląda jak ciężarówka, wieesz?
-Uhm..
-Mamusiu, a wiesz.. ja widziałam taką reklamę
-Uhm..
-I na niej były dzieci w szkole, i one sie uczyły alfabetu. I było "A" jak... arbuuuuuz! (dumna mina)
-Uhm.. Suuuper.
-No, i potem tam była taka dziewczynka i ona powiedziała "podziel sie posiłkiem"
-Taak? (bez entuzjazmu)
-Tak. I trzeba się dzielić. Ty też powinnaś się dzielić.
-Uhm, a zkim?
-Ze mną! Daj gryza..

07:28, katesandra
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 września 2011
Niegwałtownie.

Potrzebuję na gwałt około dziewięćdziesięciutrzech kilogramów gliny rzeźbiarskiej.

Może być już ukształtowana.

 

Kurwa.
[Miałam nie przeklinać.]

Trochę tęsknię.

15:16, katesandra
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2011
God help the girl, she needs all the help she can get

Układając głowę na wieczornej poduszce, wypełniałam się dobrą myślą. Planowałam dzień następny z zapałem i polotem. Czarną satynę snu, która miała przynieść ukojenie i wypoczynek poprzecinała bezsenność. Obudziłam się po dwóch godzinach zmęczona. Czekałam patrząc na zegar.

Przeszłam przez zagraconą kuchnię do łazienki, w której wanna i umywalka oślepiły mnie na wstępie perfekcyjną bielą. Jak już coś robię to musi być idealnie. Fokusuję się na tych elementach i to przynosi mi spokój. Staram się nie dostrzegać bałaganu poza łazienką. Od trzech dni jadam śniadania. Razowy z soją, prawdziwe masło (83%), pełnotłuste do kawy. Centralnym elementem domu stała się kanapa. Jest nienasycona. Ledwo dotknę jej swoim ciałem-już otacza mnie, wchłania, kusi poduszkami, daje sen. Ołowiane ciało i umysł dają się łatwo złapać.

Ruda codziennie przed ósmą przebiega mi drogę. Zatrzymuje się na chodniku, chwilę mierzy mnie i Tuś. Potem wskakuje na furtkę, rzuca drwiące spojrzenie machnąwszy kitą nad tabliczką „UWAGA ZŁY PIES” i znika. Zazdroszczę Rudej.

10:37, katesandra
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 września 2011
sinusoida

popadła znów

w swoje wegetatywne istnienie;

nie sięgała wzrokiem poza ten ciasny horyzont,

Tyle tygodni, miesięcy, tylelattyle.. Podstępna choroba. Leczona epizodycznie. O-bja-wo-wo.
Siła charakteru bezsilna wobec.

"Zmieniłaś się".
To-nie-ja-to-ona.
Moje życie składa się z trzech etapów. Występują naprzemiennie.
Dwie skrajności a pomiędzy nimi ocean spokoju.

Sinusoida.

22:52, katesandra
Link Komentarze (2) »
środa, 31 sierpnia 2011
Ciiiiii
00:53, katesandra
Link Komentarze (4) »
wtorek, 30 sierpnia 2011
Grzeczne dziewczynki nie mogą spać.

Mimo silnej presji społeczeństwa w gruncie rzeczy jestem chyba jednak grzeczną dziewczynką i czas się do tego przyznać. Bezsenność przetrzymała mnie do pierwszego porannego promyka, który przedzierał się przez zasłonięte okna. Gdybym była niegrzeczną dziewczynką, to o drugiej nad ranem nie odmówiłabym porządnego zaciągnięcia się specyfikiem, który zazwyczaj mnie usypia zamiast pobudzać.

Telefon mi się zepsuł, budzik nie zadzwonił, dziecko prawie się spóźniło do przedszkola.. Prawie bo w efekcie wcale do niego nie dotarło. Samochód stoi sobie grzecznie na kapciu, a koło zapasowe spuściło z siebie powietrze, nie uprzedzając mnie o tym.

Grzeczna dziewczynka zaklęła na to siarczyście, wyciągnęła dziecko z samochodu i miętusa z paczki. Dziecko wsadziła do domu a miętusa do ust i zaciągnęła się bez przyjemności. Poniedziałek. Nowy tydzień czas zacząć. Si-wi sobie powysyłam, a co. Niech mam.

09:27, katesandra
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 sierpnia 2011
Czinkłaczento.

Miałam się zabarykadować w domu i nosa nie wystawiać. Udawać, że umarłam i że mnie nie ma. Ale tak się strasznie zezłościłam sama na siebie, na to moje skamlenie, marudzenie, narzekanie, wyjcowanie itp. bez rozsądnej przeciwwagi, że położyłam w środku dnia Tusialindę spać i zaraz ją budzić będę, bo w planie jest siedzenie na Saskiej i podpatrywanie stadionowych iluminacji podlewane sokami i napojami gazowanymi. Kanapki z nutellą będą też. I na znak, że mi się humor przestawił na kompletnie inną stronę to ja zostawiam muzyczny kawałek kompletnie nieklasyczny i małosmyczkowy. Niedżezowy. I to nie o słowa chodzi, tylko o tych chłopaczków. Jak ja bym chciała mieć naście lat i ten luz w oczach TU

18:02, katesandra
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 sierpnia 2011
The Piano

Ciężko jest pisać pod wpływem silnych emocji i wzruszeń ale postaram się. Muszę tylko postarać się pozbyć obrazów które mam przed oczyma.. Mówiłam już o tym, że muzyka ma na mnie niesamowity wpływ. Może dowolnie zmieniać mój nastrój, śmiech przemieniać w łzy, refleksję w chwile ekspresyjnych szaleństw. Dziś zostawiam Wam utwór, który jest częścią soundtracku do filmu Jane Champion z 1993 roku. Mam na myśli „The piano”. Przyznam się Wam do czegoś, do czego jeszcze się nie przyznałam nikomu-nie widziałam tego filmu. Dostałam kiedyś płytę z soundtrackiem właśnie. Zabierałam ją ze sobą wszędzie w przenośnym odtwarzaczu CD. Myślę, że w dużej mierze to właśnie ta płyta ukształtowała moje gusta muzyczne. Nyman jest mistrzem, w każdym calu, a jego muzyka szarpie mną, rozrywa mi tętnice, pulsuje w gardle, rozpływa się na twarzy słoną plamą. Płytę ktoś mi podprowadził i teraz marzę o niej. Nie mogę złapać oddechu, pierwsze dźwięki tego utworu wyciągają ze mnie powietrze i do końca trzymają na bezdechu. Chyba obrazy które ukazują się poniżej są kwintesencją filmu. Głowna bohaterka jest niema, otwiera się przed światem używając instrumentu, ma córkę, zakochuje się i zdradza męża a ten wymierza jej potworną karę. Tylko nie wiem czy ona przez przypadek traci życie czy je sobie odbiera, bo jeśli to drugie to ja jej nie lubię jednak. Nie można zostawiać dziecka w taki sposób. Masochistycznie puszczam ten utwór w kółko żeby się porządnie wypłakać-już wyglądam jak panda, ale to nic.

Dwa dni temu zadzwoniła do mnie Sylwia.

S: Kasia, pamiętasz pewną naszą rozmowę? Jak marudziłyśmy, że nie jest dobrze? I powiedziałyśmy, że w końcu musi być lepiej, pamiętasz? I ja nastawiłam przypomnienie w telefonie ale nie wiem czy Ci o tym mówić.
J: Pamiętam. Jasne, że mówić. Co tam było w tym przypomnieniu?
S: Mam zapisane tak-Sylwia-zdrowy synek i dobra praca, Kasia:praca, studia, facet i plany na wakacje z Tusiakiem.
J: No pięknie.. A kiedy to było?
S: Rok temu. …

Za chwilę kończę dwadzieścia pięć lat. Nic nie rozumiem. Nie nadaję się do tego świata. Nie chcę nikogo widzieć w ten weekend. Miałam zorganizować jakieś przyjęcie ale jestem bez pieniędzy. Zepsuł mi się wyświetlacz w telefonie i ani nie odbieram smsów, ani nie mam dostępu do książki z numerami. Może i lepiej. Tęsknię za moją Córeczką. Popołudniami jakoś jest mało czasu na wszystko, a ja pragnę ucałować każdy jej mały paluszek. On niedługo wyjedzie stąd, i będę mogła wrócić do starego trybu życia.

11:30, katesandra
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 sierpnia 2011
Nie wierzę w księcia na białym koniu..

..ewentualnie mogę uznać księcia z koniem.

Wszystko marność. Ja marność, ty marność/ on/ona/ono marność.

Mam kilka pytań. I żądam odpowiedzi. Bezwzględnie żądam.

Chciałam gdzieś dojść i się zgubiłam. Teraz nie bardzo już pamiętam jaki był cel i dlaczego wtedy skręciłam w prawo a nie w lewo, i czemu potem zamiast iść na przełaj polazłam po skarpie. Jakbym się obudziła w środku przedstawienia. Sufler drzemie w swojej budce, moi towarzysze na scenie są mocno spięci a widownia wyczekująco wbija we mnie wzrok. To chyba oznacza, że czas na moją kwestię. Improwizuję. I najgorsze jest chyba to, że wszyscy o tym wiedzą. Wpadam w popłoch i chcę uciekać ale nie bardzo mam gdzie. Jakbym była na schodach Penrose’a.

19:55, katesandra
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
Klops? Mniam!

Tak, tak-wiem. Sama się w to wpakowałam. Ale przyznajcie mi choć w tym jednym  rację-gdy dwoje ludzi decyduje się na „niezobowiązujące spotkania” to czy właściwym jest wchodzenie sobie w życie? Myślę, że nie. To w ogóle bardzo skomplikowane. Może zacznę się tłumaczyć od początku? Jestem sama. Jestem, nic na to nie poradzę. Jakiś czas temu kogoś poznałam. Zajętego ale interesującego. Pomyślałam „Czemu nie? Pożyczę..”. Dobra WIEM! Wiem jak to brzmi. Ale on tu, ona hen tam, a ja chciałam komuś pogotować ;) Wiecie co sobie pomyślałam? Że to taka hedonistyczna relacja. Mam z kim porozmawiać, mam z kim zjeść późną kolację gdy Mała śpi (kolację przed drzwiami bo do domu go nie wpuszczałam), i mam z kim wiadomo-co. A z drugiej strony mam gdzieś brudne skarpetki (jego) i cały ten kołowrót, który towarzyszy związkom. Nie chciałam go przywłaszczyć tylko.. hmm poobcować z nim. To dobre określenie. Oczywiście przez te kilka miesięcy sporo się zmieniło. Moje zawirowania z pracą i kasą-wybaczcie-działają na mnie destrukcyjnie. I choćbym nie wiem jak chciała, trudno mi jest wciąż nie rozmyślać nad sposobami wyjścia z impasu. Ktoś kto nie ma dziecka, którego egzystencja zależy głównie od niego nie zrozumie. Na ogół myślenie idzie mi sprawnie. Rozkładam na czynniki pierwsze, analizuje i wyciągam wnioski piorunem. Przy dużych problemach natomiast nie mogę uwolnić się od myślenia. I coś zaczęło się psuć. On chciał mnie na wyłączność, wtrącał się w mój wszechogarniający bałagan,  oceniał. Jego odczucia są podobne. Coś się zmieniło i zaczyna go to irytować. Tak sobie myślę, że chyba wiem skąd bierze się dysonans. Mimo szczerych chęci nie do końca umiem funkcjonować na zasadach jakie wprowadziliśmy. Po takim czasie albo chcę faceta na stałe, na pełny etat albo nie chcę  wcale. I nie godzę się na to, by taki ktoś, kto nie jest mój, kto nie JEST ale BYWA, oceniał mnie, sprawdzał i dociekał kiedy i gdzie jestem, denerwował się, że nie odbieram, nie odpisuję itp. Nienawidzę się tłumaczyć. Tłumaczyć się będę swojemu ślubnemu, który będzie ze mną dzielił życie, Nikomu innemu nie zamierzam. Wiem, że zanim cokolwiek się wydarzy musimy ze sobą porozmawiać.

Odnośnie wczorajszej notki i komentarza pod nią-nawet gdybym była kurtyzaną-dlaczego odbierać mi prawo do posiadania lirycznego wnętrza?

A teraz kilka pytań do:

Krowo Niebiańska: czy Ty nie masz netu w tych górach?
M17: napisz mi na maila swój nr kom
Mariusz Czarny: czemu maile mi smarujesz zamiast tu pisać, nie musisz być zalogowany! I co to za „Brawo!” z uśmieszkami, hę?

Poniżej prezent dla Was. Jedna z moich ulubionych miniatur fortepianowych Debussy'ego.

A tak w ogóle to dziś spędzę popołudnie z Aś i K.W. w Piatto Bianco i będzie babsko. O!

11:24, katesandra
Link Komentarze (6) »
środa, 10 sierpnia 2011
Co ma sernik do szpinaku czyli tytuł z kosmosu, a wpis wcale nie zabawny. Love is a piece of cake.

Jaki jest sposób na szybkie wyleczenie się ze skomplikowanej i beznadziejnej relacji z mężczyzną? Na początek warto wnikliwie poprzyglądać się swoim poprzedniczkom i użyć wyobraźni. Gdy osiągnie się poziom bliski zwrócenia obiadu powinno się strzelić pięćdziesiątkę czystej. Operacje z wyobraźnią powtórzyć. Dołożyć kolejną pięćdziesiątkę, wsiąść w taksówkę i ruszyć na spotkanie z nieznajomym. Zamykając za sobą drzwi od hotelowego pokoju i wyłączając telefon reagować naturalnie na nieswoje imię w ustach nieznajomego. Zatrzeć jego zapachem zapach tego pierwszego. Wybuchnąć oczyszczającym płaczem w drodze powrotnej. Wyrzucić przez okno kartę z tymczasowym  numerem telefonu by nieznajomy nigdy nas nie znalazł. I jakoś to będzie.

I niech szlag trafi tych wszystkich cholernych chłopów z ich popieprzoną roszczeniową postawą wobec kobiet. Nie wystarczy im to co dostają choć może w rzeczywistości powinni tylko o tym marzyć. Nie. Oni chcą więcej i więcej, nie dając nic w zamian bądź rzucając ochłapy. Popatrzcie na mnie-taka właśnie jestem. Taka jak widać. Bałaganiara, prześmiewcza, kurewsko sarkastyczna, z lekko zaburzonym poczuciem wartości. Czasem chce być pogłaskana, innym razem gryzę rękę która do mnie się wyciąga. Ot, taka ja. Prowadzę mniej więcej takie życie jakie chcę prowadzić. Otaczam się najdziwniejszymi ludźmi z powodów znanych tylko mi. Nie mam ochoty użerać się z rozkapryszonymi chłopcami, nie mam ochoty tłumaczyć się z każdego słowa, każdej minuty. Nie mam ochoty być oceniana. Toteż jeśli pozwoliłam komuś zajrzeć przez dziurkę od klucza do mojego świata, niech porusza się w nim ostrożniej niż wśród porcelany. Niech niczego nie przestawia. Niech zostawi kurz tam gdzie leży, to wspomnienie.. Niech zostawi po sobie jakich piękny drobiazg. Niech mi niczego nie zabiera.

"Głęboko wewnątrz płaczesz, płaczesz, płaczesz...
Nie pozwól swojej nadziei umrzeć, umrzeć, umrzeć...

Zakochała się po raz pierwszy,
był od niej starszy.
Wtedy on sprawił, aby robiła te rzeczy.
Na początku nie miała odwagi...
Zostawiła wszystko za sobą.
Nie mogąc znaleźć miejsca,
biegnąc przez noc,
tracąc całą swoją wiarę...
leczy swój ból,
wyłącza swoje kłamstwa...
A on wciąż sprawia, że ona sądzi,
iż wszystko jest w porządku...
Że wszystko jest dobrze..."

 

14:17, katesandra
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 sierpnia 2011
I u mnie kalejdoskop.

Przeczucia, uczucia, rozczulenia. Jeden telefon który burzy mój cały pozytywny dzień. Jedna bezwzględna osoba, która bez ogródek miesza mnie z błotem, bo wydaje się jej, że ma do tego prawo. Dwie godziny płaczu i moja samoocena dochodzi do pionu przez dwa dni. Przyjechałam na wieś. Śmiesznie to brzmi bo ZG to również wieś. Ale teraz jestem w domu rodzinnym. Mama skutecznie żongluje moim nastrojem, dawkując mieszankę komplementów i krytyki. Zrobiła mi piękny prezent-kupiłyśmy nową bieliznę. Nie taką sobie zwyczajną. To jest taki sklep bieliźniarski gdzie właścicielka jednym rzutem oka ocenia trafnie mój rozmiar. Bez względu na to jak usilnie chowam biust w ramionach. 75G mówi bezlitośnie i podaje mi kilka par pozszywanych namiotów. Niestety pasują idealnie a ja znowu czuję się jak dojrzewająca nastolatka. Kolor ma to to leciutko różowy i nawet nieźle wygląda. Cena mrozi mi krew w żyłach, ale mama płaci. Wkurza ją mój wygląd, zaniedbany miesięcznym siedzeniem w domu. Jestem jej wdzięczna chociaż nie umiem tego okazać bezpośrednio po wyjściu ze sklepu. Właścicielka za kotarą tłumaczy jej, żeby mi nie docinała, że się garbię, bo to potęguje… Stratytaty. Baba nie jest w stanie uwierzyć, że mam 25lat. Daje mi max 20. No tak, bez makijażu, w powyciąganych ciuchach i z buntowniczą miną mogę wyglądać na mniej.
Waga u mojego brata potwierdza bezwzględnie moje obawy: miesiąc siedzenia w domu+piwkowanie z sąsiadami po nocach=+1kg. I nic nie dało to, że wcinam gotowanego buraka z jabłkiem.
Perspektywy finansowe na najbliższe dwa miesiące są tak dołujące, że na samą myśl dostaję mdłości. Znowu wszystko pod górę.
Ale żeby nie było tak ponuro wspomnę może o tym, że wprowadziłam kilka udogodnień w moim małym domku. I mam sprawny rower, z którego namiętnie korzystam. Wczoraj pojechałam nim na stację i kolejką przejechałam do miejscowości znajdującej się niedaleko mojej mamy. Mam cichą nadzieję, że nie będzie jutro bardzo padać. Przecież muszę jakoś wrócić!!

16:08, katesandra
Link Komentarze (5) »
środa, 27 lipca 2011
You don't know how lovely you are

Sprzeczne we mnie wszystko. Chcę i nie chcę jednocześnie. Nie wiem czy warto chcieć, Szarpać się z uczuciami.
Z pracą chyba ok. Napiszę Wam w poniedziałek jak podpiszę papiren. Największym chyba plusem jest to, że wracam do opcji sprzed czterech miesięcy-praca zdalna-będę w domku moim kochanym. Bardzo, bardzo mnie to cieszy.
Dziś przyszła paczka z moim prezentem urodzinowym od mamy. Kompletem nowych, pięknych garnków. Będę z nimi spać chyba J Zaraz jadę do niej, żeby zobaczyła co tak właściwie mi zakupiła.

Dziś miałam z Nim trochę napięty dzień. Nie wiem czy to ta pogoda, czy niedomówienia, czy brak wspólnej przestrzeni. Może wszystko naraz?
Zrobiliśmy sobie na obiad młode ziemniaczki z zsiadłym mlekiem okraszone cebulką i kiełbaską, z pomidorkami koktajlowymi i sosem czosnkowym. Błogostan skończył się przez moją drażliwość.

Potrzebuję żeby mnie ktoś ukołysał. Przytulił, pogłaskał po włosach, obiecał, że jestem bezpieczna, o nic nie pytał, niczego nie chciał, tylko był. Czasem są takie dni. Chodź, chodź.. weźmy się za ręce i siedźmy tak. Nie pytaj mnie o nic. Daj mi pomilczeć. Jestem taka mała w tym zamieszaniu. Nie każ mi rozumieć. Nie chcę rozumieć.  
Boję się o moje serce. Delikatnie pulsuje w kleszczach rozsądku. Każde większe uniesienie może sprawić, że ono pęknie.

Bea wracaj i chodź na kawę. m17 a Ty gdzie jesteś? Ty też chodź na kawę. Chodźcie, muszę poobcować z innymi kobiecymi kobietami. Porozkładamy się na części pierwsze z delikatnością z jaką motyl muska skrzydłami powietrze. A potem ułożymy się na nowo. Tak trudno jest mówić. Łatwiej pisać. Nie lubię prostych rozwiązań.

I jaki ona ma łądny tekst...

"Przychodzę by Cię spotkać, powiedzieć, że jest mi przykro
Nie wiesz, jak urocza jesteś...
Musiałem Cię znaleźć, powiedzieć Ci, że Cię potrzebuję
I powiedzieć, że uwalniam Cię ode mnie...
Powiedz mi swoje tajemnice, zadaj mi Twoje pytania
Oh, powróćmy do początku
Biegając w kółko, goniąc ogony
Iść bezwiednie...

Nikt nie powiedział, że to łatwe
To taki wstyd dla nas, by się rozdzielić
Nikt nie powiedział, że to łatwe
Nikt nigdy nie powiedział, że to może być tak trudne
Oh, zabierz mnie do początku

Zastanawiałem się tylko nad liczbami i figurami
Rozrywając Twoja układankę
Pytania o naukę o naukę i postęp
Nie brzmią tak głośno jak pytania mojego serca
Powiedz mi, że mnie kochasz, wróc i opętaj mnie
Oh i popędzę do początku
Biegając w kółko, goniąc ogony
Powróćmy takimi, jakimi jesteśmy

Nikt nie powiedział, że to łatwe
To taki wstyd dla nas, by się rozdzielić
Nikt nie powiedział, że to łatwe
Nikt nigdy nie powiedział, że to może być tak trudne
Powracam do początku..."

 

16:28, katesandra
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog