O skończonej miłości
Kiedy jeszcze byłam bardzo młoda, miałam chłopaka. Takie "na poważnie". Chodziliśmy ze sobą przez cztery lata. Wspaniałe cztery lata szczenięcej miłości. Ogniska, spanie pod namiotem, pierwsza wódka, pierwszy seks, pierwsze rozstania wśród znajomych, i to przeświadczenie, że my będziemy ze sobą na zawsze, że nas takie rozstanie nie spotka bo jesteśmy sobie przeznaczeni!
Ta miłosć przebiegała w pewien określony sposób. Na początku mi strasznie na nim zależało, to ja zabiegałam o jego czas i zainteresowanie. Potem on zrozumiał jak ważna jestem w jego życiu i był ten czas najwspanialszy-kiedy obydwoje darzyliśmy się taką samą dozą uczucia. I ostatni rozdział tej miłości, gdy dowiedziałam się o jego niewierności z czasów pierwszego etapu tej znajomości, on zrozumiał, że może mnie stracić, jemu zależało bardziej a ja zaczynałam mocniej się nad tym zastanawiać.
Pamiętam ten dzień kiedy odkryłam, że nic do niego już nie czuję. Chciało mi się płakać, i później jeszcze wielokrotnie płakałam nad tą śmiercią uczucia. Ale najsilniej grało wtedy we mnie poczucie niesprawiedliwości i potrzeba ujawnienia prawdy.
Pamiętam, że była zima. On odwiózł mnie pod dom. Siedzieliśmy w samochodzie i wtedy zapytałam go:
-Chcesz być szczęśliwy w życiu?
-No jasne, że chcę.
-Jeśli chcesz, to musisz teraz już jechać. Ty pójdziesz swoją drogą a ja swoją, bo ze mną już nie bedziesz szczęśliwy.
Wysiadłam z samochodu i poszłam do domu. To oczywiście nie był koniec. Potem jeszcze prowadziliśmy długie rozmowy. Pamiętam, że powiedział "A skąd ty wiesz, że ja nie będę z Tobą szczęśliwy? Jak możesz to oceniać?". Nie mogłam. Ale wiedziałam, że ja nie będę już szczęśliwa z nim.
Zrozumiałam wtedy, że ludzie się zmieniają. Że ich zachowania, nawet charaktery podlegają zmiennemu wpływowi czasu. Że dwie osoby, które na początku pasowały do siebie jak dwie cząstki pomarańczy, po latach mogą być już cząstkami jabłka i gruszki.
Głęboko w sobie wierzyłam, że trzeba być uczciwym wobec osoby, którą kiedyś się kochało. Nawet jeśli to oznacza rozstanie.
Nie znałam wtedy jeszcze mojej trzeciej życiowej prawdy.