|
A może by tak zrobić wymianę? Może chcecie dać mi coś w zamian? Trochę smutków, kamyków słów, bibułek wspomnień, kilkanaście uśmiechów na tydzień? Zapraszam...zielonykasztanek@gmail.com
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
Wpisy z tagiem: marzenia
sobota, 12 lutego 2011
Nie oglądam. Nie lubie tracić czasu. Zbudziłam się i zapragnęłam PRAWDZIWEGO sobotniego poranka, z puszystym chlebem o chrupiacej skórce, z prawdziwym masłem, kawą, i godzinnym wylegiwaniem się przet telewizorem. Zaspana pojechałam do sklepu, kolejka w dziale z wędlinami była przeogromna. Kupiłam, chleb, masło, bryndzę i różnosmakowe dżemy w takich malutkich opakowaniach. Cholera. Zapomniałam o Wysokich Obcasach.. Nic to.
wtorek, 08 lutego 2011
Świat mnie oszukuje. Wyszłam dziś na powietrze. Zachłysnęłam się oddechem nieba. Poczułam jak świeżość miażdży mi płuca, boska ambrozja rozsadza żyły nadmiarem tlenu i czystości. Magia unosi się tu w powietrzu. Lekka, ledwo dostrzegalna mgiełka. Nadzieja pomieszana ze strachem i kolejną niewiadomą. Dla mnie Nowy Rok zaczyna się wraz z pierwszym wiosennym podmuchem. Wiem, wiem, że za kilka dni spadnie śnieg, zmrozi moją krew. Znowu poczuję się nabrana. Ale czy to ma znaczenie w poranek taki jak dziś? Gdy chcę uwierzyć w to, że wszystko może się wydarzyć? Czuję się taka lekka, nieznośnie.. Ptaki wyśpiewują swoje przedwczesne hymny. Ach, móc być ptakiem! Przezwyciężyć grawitację, unieść się ponad ociężałe zimą ciało. Popatrzeć na życie z bezkresnej perspektywy duszy. Chciałabym mieć znowu siedem lat, przejść się w białych ażurowych podkolanówkach po kwietniowej alejce pełnej czerwonych tulipanów, wejść do chłodnej świątyni, poczuć przytłaczającą przewagę murów, usłyszeć dzwony każdą częścią ciała, uwierzyć jeszcze raz w to co dziś jest takie niemożliwe!
środa, 08 grudnia 2010
Antyhumor.
czwartek, 25 listopada 2010
Nikt nie nauczył nas żyć, nie dał nam instrukcji, więc poruszamy sie po omacku, czasem coś interpretujemy według schematu, który wydaje się byę zbieżny z tym co juz kiedyś nas dotknęło. Nie jest to słuszne, ale szkoda czasu na głębszą analize. Czasu nie ma, za szybko się żyje. Bywa że popełniamy te same błędy, że kierujemy sie emocjami, które nie są racjonalne. Ważne jest tylko to, co czujemy my, co buzuje w naszej krwi, naszej skórze. To jest nam najbliższe. Chciałabym żeby mnie ktoś zrozumiał, ale nie umiem dać do siebie instrukcji, kiedyś próbowałam. Rzucam się w sobie, chcę podpalić świat, zawalić kolejne mosty, gdy czuje się niezrozumiana, wyobcowana, samotna po prostu.
niedziela, 19 września 2010
...że ludzie na jesień wpadają w depresję. Szczególnie, jak w samotości oglądają takie fairy tales jak "tylko mnie kochaj". Nawet mi się zrobiło jakoś smętniej. Znacie mnie już trochę. Muszę opanować swoje zapędy, znów mi się włącza to cholerna potrzeba bycia z kimś. Tak NAPRAWDĘ. Zaczyna się moja rok roczna miłość, jesień. Normalni ludzie mają zwyczaj zakochiwać się na wiosnę. Moja natura woli jesienne wieczory przy winie, gdy zawinięta w koc mogę snuć marzenia. Wiosna mnie przygnębia. Mogłabym żyć w świecie ustawicznej jesieni. Kalosze, granatowy płaszcz.. Ach! Zakochać się na jesień, zanim przyjdzie zima. Żeby tak zdążyć...
niedziela, 12 września 2010
Damy radę, damy radę, mayradędamyradędamyradędamyrad.... Nie, nie żałuję. Że w tym kraju przeżyłam tych parę trudnych lat.
sobota, 14 sierpnia 2010
Może to dziwny temat jak na środek sierpnia. Anastazja bawiła się dziś pozytywką, która wygrywa kolędę. Wprawiło mnie to w zadumę. Już za chwilę jesień. Moja ulubiona pora roku. Potem spadnie śnieg, wyciągnę pudło z ozdobami na choinkę, które robiłam własnoręcznie. Zrobię małe przyjęcie przedświąteczne, pozapalam świeczki, upiekę jabłka w cieście, o które moi znajomi dopominają się przy każdej okazji. Kto będzie obok mnie? Odpowiedzi same się nasuwają-ci co zawsze. Na nich mogę liczyć. A kto zaśnie przy mnie po tym przyjęciu? Cała ja. Od jutra do środy muszę napisać 30 stron konkretów. Bez pitu pitu. Teraz się rozczulam. Wszystko przez ten dzień, który niedługo nadziejdzie. Moje urodziny. Podsumowanie kolejnego roku. Ale na to mam jueszcze kilkanaście dni. Dobranoc moi mili.
czwartek, 07 stycznia 2010
Pewnie powinnam się jakoś usprawiedliwić.. Ale nie zrobię tego :D Przez ostatnie trzy miesiące, patrząc na mnie z boku, można by rzec że nic nie robiłam. Jednakże jest to wielce błędne stwierdzenie. Spędzałam czas w swojej pracowni umysłowej, przygladałam się czule swojemu życiu, swoim relacjom z Marcysiem, Tusiakiem, dalszą-bliższą rodziną, relacjom z pracą, studiami i domem, który to wymykał się moim dłoniom. Pierwszy raz w życiu czuję, że naprawdę mocno chcę współtworzyć i współistnieć. Tusiak nie poszła do przedszkola bo Pan Wspaniały zabrał w aucie fotelik przez moją pomyłkę. Spędzamy więc razem dzień. Za dobrą chwilę wyruszymy w ten śnieżny krajobraz naszych lasów, w poszukiwaniu kaczek na jeziorze.
wtorek, 01 września 2009
WSPANIAŁY.
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Mamy dom. Dom stoi o otoczce parku krajobrazowego, niedaleko jest zbiornik wodny, kajaki, łódki.. Za oknami słychać szczekanie psów, a nie przejeżdzające samochody. Weekend minął beztrosko, poświęciliśmy go na przykręcanie nowych lamp, omawianie tego co jest jeszcze do zrobienia, spacerowanie i gotowanie.
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Żyję! :) Serdecznie proszę o wybaczenie, wiem, że to niedobrze tak się zachwowywać, nie zaglądać do przyjaciół, ale proszę o wybaczenie! W świecie rzeczywistym czasu też mi na znajomych brak. Mój świat się przeobraził, jestem szczęśliwa wciąż i dziwnie mi z tym trochę. No bojak to, jak to być może, że ja, wlasnie ja jestem najpiekniejszą i najwspanialszą kobietą na świecie?.. Chyba go kocham, boję się mu to powiedzieć, boję się nie mówić. Mamy dom. Dom nie ma drzwi, nie ma okien. Domem jesteśmy my: Tusia, Marcin i ja. Nie umiem pisać o szczęściu. Bo co w tym ciakawego, że puszczamy razem latawce, jeździmy na ryby albo karmimy sarny świerzą koniczyną? Kogo może interesować to, że lubimy jeździć we trójkę na rowerze i leniuchować na hamaku, objadać się podczas długich kolacji, włoczyć po lesie w poszukiwaniu grzybów? Jeśli miałam bym napisać dziś ksiązkę byłaby koszmarnie nudna.Szczęście jest masło wciągające. Wyszłaby mi kopia takiego "nigdy w życiu" albo czegoś równie banalenego. Jak pisać o uczuciach i relacjach między ludźmi? Jak ubrać w słowa czyjś uśmiech rano? Mętne spojrzenie oczu zblizających się leniwie do moich oczu. Jak mozna komus innemu przekazać uczucie radości którą odczuwam w chwili gdy widzę roześmianą Tusię w jego ramionach, wyciagającą rączki by nas razem objąć, jej cały swiat zamknięty w niewielkich łukach małych ramion. Nasz dom, nasza rodzina.. Wyprowadzamy się niedługo, dzis jedziemy obejrzeć dom, który stanie sie być może naszą przystanią.
środa, 08 lipca 2009
Ostatni post wykasowałam-powód był taki, że "przyjaciel" który to wylądował w szpitalu okazał się skończenie podłą kreaturą. Kiedy dowiedziałam się jakim kłamcą jest, jednego dnia pojechałam do jego domu i zwróciłam wszelkie rzeczy, które należały do niego, a były w moim posiadaniu ze względu na naszą współpracę (samochód itp.)
środa, 29 kwietnia 2009
Przepraszam, ekhm ekhm... czy mógłby mi ktoś pożyczyć sto tysięcy? Chciałabym kupić kawałek Raju dla siebie.... Może powinnam zostawić nr konta? hmm...
wtorek, 28 kwietnia 2009
Znalazłam przez przypadek ogłoszenie sprzedaży domu. Zupełny przypadek. Weszłam na stronę i coś mnie ruszyło. Piszą, że do remontu, piszą cenę (niewielka jak na dom o pow powyżej 100m2)... przedwojenny. Biorę telefon, dzwonię. Pan mi tłumaczy, że ściany dobre,grube,z cegieł, ale podłogi do wymiany, i okna. Mówi, że jak chce go przerobić na taki XXI wieku to się nie da. Dzwonię do P, ładuję Tuśkę do samochodu i jedziemy we trójkę. Pan mówi mi przez telefon, że sąsiada wysłał, dom otwarty, mogę wejść i się rozejrzeć bez problemu. Czuję napięcie, zbliżamy się.. Przejechaliśmy obok "P!!!-piszczę- to on! to ten dom, zawracaj, idziemy!" Drewniana wiata uśmiecha się do mnie, wygrzana promianiami słońca. Widzę, że na poddaszu okno otwartę, buja się jakoś niepewnie. Kłodka na drzwiach z rozdziawioną paszczą uśmiecha się również, ale tak trochę dziwnie. Na początku nie wchodzimy, oglądamy podwórze. Zielono, jedno duże drzewo z zachęcającą, grubą gałęzią, widzę tam już huśtawkę. Tuśka bez skrępowania biega i ogląda krzaczki. Jest studnia, i wychodek-wiem co to znaczy,w dolmu nie ma wody i hydrauliki. Chwila prawdy, otwieramy drzwi. Dom pachnie starością, dokładnie tak samo jak dom mojego dziadka. Smutny ciemny korytarz, i drabina na poddasze, po bokach po dwie pary drzwi. W dwóch pokojach deski do wymiany, w dwóch innych w stanie świetnym, tylko je odrestaurować. Tak jak się spodziewałam nie ma wody, łazienki trzeba od podstaw. Kominy ciekną, dach cały do naprawy, to samo z podłogą poddasza czyli z sufitami parteru. Tynki trzeba go żywego zdzierać. Co mam Wam napisać? Zakochałam się, zakochałam się w tym domu bez opamiętania, chciałabym jechać tam zaraz, za chwile, rozłożyć materac na podłodze a od rana kuć ściany, jeść śniadanie na trawniku, umęczyć się solidnie! Płakać mi się chce. Nie wiem po co tam pojechałam. Jak sprzedam działkę to będę miała fundusze, problem polega na tym, że obecny właściciel chce się jej szybko pozbyć a ja nie mam tych durnych stu tysięcy złotych! Uwierzycie? Moje marzenia są warte sto tysięcy złotych i masę pracy. Znając życie ktoś sprzatnie mi go sprzed nosa jak tylko sprzedam działkę! Chyba założę fundację, np Fundacja Spełniania Marzeń, a moje marzenie będzie pierwsze w kolejce...
wtorek, 28 października 2008
Śniła mi się dziś miłość. Tak najzwyczajniej. Śnił mi się dotyk, dłonie muskające palcami wnętrze mojej dłoni, oddech na karku, spojrzenie skierowane do mnie wyłącznie, przepełnione wszystkim tym czego nie mam, co nie jest dla mnie, teraz... Wiem, że to była miłość, ponieważ mojemu śnieniu towarzyszył strach.Że się skończy, że zginie, przepadnie, że zostanę znowu sama, z pustką w sercu, z wyjałowioną duszą. I było mi tak ciepło, tak bardzo ciepło.. Za każym razem gdy jestem na zajęciach idę do niewielkiej cukierni w której można za złotówkę kupić ciasteczko z wróżbą. Z reguły kupuję dwa, tak na wszelki wypadek. Ostatnim razem odczytałam "daj się ponieść uczuciom" i "czas przyspieszyć". A ja stoję w miejscu i śnię o miłości.
niedziela, 14 września 2008
A tak, tak... Cynamonowy mam nastrój! Kiedy już udało mi się znaleźć wolną chwilę na tyle długą bym mogła dostrzec, że to już jesień, że liście spadają, że brązowo-złoto się robi.. zamarzyła mi się szarlotka i kompot z cynamonem! Muszę Wam wyznać, że jesień ukochałam najbardziej ze wszystkich pór roku!Nieodmiennie kojarzy mi się z przyjemnym pośpiechem, z kieszeniami pełnymi kasztanów i dobrych chęci. Wstaję rano, za oknem mgła miesza się z pierwszym dymem z komina, porażająca świerzość poranka dodaje apetytu. Szarówka za oknem... Aż chce się wziąć w dłonie szklankę herbaty w sokiem malinowym, miodem lub cytryną. Gdy jesień w pełni, zawsze przypomina mi się tak ukochany przeze mnie zapach nowych książek, i drewnianych, cudownie zaostrzonych ołówków. Aż mam ochotę zatrzeć ręce do pracy! Jeśli już napomknęłam o pracy to mam jej sporo. Ostatnie już wyjazdy służbowe przed listopadowymi targami, jeszcze tylko w tym tyg pojadę do Krakowa, przy okazji obkupię się troszkę, uzupełnię garderobę, upcham to w bagażniku razem z preclami i będę mogła zając się swoją nauką.Odetchnę w końcu. Byłam zresztą w piątek w Czorsztynie i Zakopanym. Kocham góry! kocham te widoki, niepowtarzalne! Zamieszczę z czasem kilka zdjęć z tej jednodniowej wyprawy. Służbowej zresztą. Choć humor mi dopisuje to chodzi za mną jesienna piosenka. Tańczą liście... jesień już złotem zdobi dni Wrzesień w słońcu tuli mnie pieści z całych sił ... Deszcz scałował z moich warg wspomnień słony smak cierpki smak ( Ref: ) I tylko noce tak nieprzytomnie dłużą się noce wciąż nazbyt piękne są by przespać je ... Nauczyłam się jak żyć ze sobą sam na sam Pod opieką swoich rąk w trosce białych ścian Oswoiłam myśli swe przestały boleć mnie dobrze jest jak jest ( Ref: ) I tylko noce tak nieprzytomnie dłużą się noce wciąż nazbyt piękne by przespać je noce w otwarte oczy sypią sól noce całe z głodnych ust ...
czwartek, 03 lipca 2008
Rozmawiali o mazurach, bieszczadach, o swoich wyprawach, rodzinach, związkach.. Było naturalnie i swobodnie. Muzyka idealnie pasowała do chwili.. Co jakiś czas trącali się kolanami. Gdy przypalał jej papierosa palcami muskał jej palce, i trwało to zawsze chwilę za długo.. -A więc jak to jest..?-spytała. W lot pojął o co jej chodzi. -Nie wiem-odparł-nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zawsze kobiety rzucały się na mnie zamin zdążyłem cokolwiek powiedzieć..(śmiech) A jak jest z tobą? -Chyba niezbyt się na tym znam. Nie jestem zbyt biegła.. Nie bardzo wiem od czego zacząć.. -Może od tego..?-spytał świdrując ją wzrokiem.Przysunął ją do siebie, objął i pocałował. -Chyba.. chyba zaczynam łapać o co chodzi- powiedziała i oddała mu pocałunek obejmując go w pasie nogami. -Szybko się uczysz- odrzekł z uśmiechem. Wstał i zaniósł ja na łóżko, ściągając w międzyczasie jej bluzkę. I nagle stało się tak jakby była Dżinem zaklętym w lampie, wystarczyło tylko potrzeć w odpowiednim miejscu, by odkryć w niej nowe pokłady energii, nowe siły, by naładowała akumulatory na długo.. Kochali się tak jakby już nigdy więcej mieli się nie spotkać, jakby to był ich pierwszy i ostatni raz, wykradziony, cudem się odnajdywali i spalali w jednym płomieniu, który zdawał się wciąż płonąć mocniej, jaśniej. Mogło to trwać 15min a mogło też całą noc, stracili poczucie czasu. Pierwszy raz w życiu czuła że to jest właśnie to, że tak to powinno się odbywać.. Mieszanka papierosów, rozmowy i spojrzeń które przyciągały ich do siebie by wciąż na nowo dawać upust swoim żądzom. W pokoju było z milion stopni, a on nie miał dość, mógł robić to w kółko wciąz pożądając jej bardziej, zupełnie jakby z biegiem czasu nie tracił lecz zyskiwał siły. Zaczęło już świtać. Powoli wracała jej świadomość mocno nadwyrężona przez ten taniec w ktorym kierowały nią zmysły. Przypomniała sobie o tym, że musi wrócić do domu, za kilka godzin przyjdzie jej wyłączyć ten okropny budzik, który zawsze dzwoni za wcześnie,bedzie musiała wstać do pracy, wziąć prysznic, zmyć z siebie tego mężczyznę.. "-I co dalej?"-pomyślała.
piątek, 22 lutego 2008
Jutro WIELKI DZIEŃ. Prawdopodobnie przeprowadzka. Spakowałam już siebie. Dwa kartony z książkami. Torba z płytami analogowymi i zwykłymi cd. Jakaś kaseta-Toni Braxton "secrets", papiery, listy, pamiętniki. Półtorej torby ubrań. Oto JA. Siedzę w kotłowni i palę, z dymem ulatują moje myśli, moje wiersze, opowiadania.. Listy.. Nie chcę zabierać tego ze sobą. Nie chcę żeby ktoś w tym grzebał. To jest we mnie, zapisane, wryte w serce.. Adrianowe listy.. Nie, tych nie spalę. Są pięknę w swej prostocie, w jasności jego myśli, w cieple jego uczuć, tak szczerych.. "Don't belive at anyone who told you "I LOVE YOU" but belive at anyone who say "LOVE ME"" love is a stage and every one of us play it and quits. |